|
Strona główna » DO POCZYTANIA Eksperyment Wędkuje od ponad dwudziestu lat i od początku jestem zauroczony lubelską Bystrzycą. Pomimo regulacji jest to nadal rzeka atrakcyjna. Przejrzysta woda, która dzięki licznym źródliskom i podsiękom ma niską temperaturę, oraz brak zanieczyszczeń przemysłowych i komunalnych - te walory rzeki zadecydowały, że już w latach 1984 - 1986 została ona po raz pierwszy zarybiona, prywatnie i potajemnie pstrągiem potokowym. W roku 1987, pod naciskiem wędkarzy, kończyło się już legendarne pstrągowe eldorado na Bystrej, PZW zarybił Bystrzycę potokowcem, a w 1989roku lipieniem. Oba gatunki znalazły tu wspaniałe warunki do rozwoju. Największy złowiony potokowiec o którym mi wiadomo, ważył 3,60 kg, największy lipień miał 53cm.
Było to bardzo dobre łowisko, ale brak wyznaczonych obrębów ochronnych i tarlisk, regularnych zarybień oraz jakiejkolwiek ochrony rzeki przed kłusownikami w połączeniu z powszechnym dzisiaj konsumpcyjnym modelem wędkowania - usankcjonowanym zresztą regulaminem PZW, zezwalającym na zabieranie pięciu pstrągów dziennie - doprowadził do przełowienia rzeki. Wspólnie z kolegami próbowaliśmy prywatnie zarybiać ją narybkiem pstrąga tęczowego, w ilości około 200 sztuk rocznie. Efekty były mizerne. Łowiono tylko pojedyncze tęczaki i to na całej długości rzeki. A nam przecież chodziło o to by owocem kilkunastu wędkarskich wypraw było jedna ryba. Powstał, więc pomysł zarybienia Bystrzycy wymiarową rybą hodowlaną na krótkim, 500 - metrowym odcinku. Do eksperymentu przystąpiło nas czterech. Za dwa miliony starych złotych kupiliśmy 62 półkilogramowe pstrągi i trzy większe, kilogramowe. Na początku września b.r. wpuściliśmy ryby, oczywiście w wielkiej tajemnicy, do upatrzonego odcinka rzeki w pobliżu Lublina. Pięć dni później byliśmy nad wodą. Ustaliliśmy zasady połowu: " no kill ( nie zabijać) i tylko mucha". Nasze tęczaki nas nie zawiodły. Wychodziły do suchej, brały na mokrą, na nimfę i na streamera. Każdy z nas złowił komplet - wszystkie wróciły do wody. Tego samego dnia spotkałem kolegę z Zamojskiego. Przyjechał akurat na lipienia. Niesamowicie uradowany pokazuje mi tęczaka. - Zobacz, jaki wypasiony!! - Mówi.
- gdzie go złowiłeś? - Pytam.
Nie chciał zdradzić łowiska. To był pierwszy niewtajemniczony wędkarz, który złowił naszą rybę. W następnym tygodniu spotkałem drugiego. Chodząc za lipieniami za moich oczach złowił tęczaka. Niezwykle zaskoczony wysłuchał moich wyjaśnień, zastosował sie do naszych zasad i rybę wypuścił. Była to jego dobra wola - łowisko jest przecież ogólno dostępne, a to, kto wpuścił rybę, może ludzi nie interesować. Niestety, wkrótce rozeszła sie wieść, że "skądś podszedł tęczak". Nastąpił lawinowy napływ wędkarzy, głównie spiningistów, jako że Bystrzyca nie ma zakazu spiningowania w okresie ochronnym dla pstrąga potokowego.
Łowiono tęczaki i zabierano je całymi kompletami, niektórzy "wędkarze" po trzy raz dziennie. Ignorowali nasze sugestie, by złowione ryby wypuszczać. Nie szanowali naszych zasad. Staraliśmy sie odzyskać to, cośmy włożyli. Mówi się, że hodowlany tęczak nie jest ryba atrakcyjną, że jest "oswojony". Zakładaliśmy, że z czasem, w miarę " skłuwania", nabiorą doświadczeń i stanie się trudniejszy do złowienia. I rzeczywiście. Z początku brały na wszystko, lecz w miarę upływu czasu stawały sie ostrożniejsze, bardziej wybredne i płochliwe. Z naszych notatek oraz rozmów z innymi wędkarzami wynikało, że łowiono trzykrotnie więcej tęczaków niż ich tam wpuszczono. Oczywiście, że część wędkarzy kłamie, potwierdza to jednak, że obecnym głodzie ryby, znamiennym nawet dla większych wód pstrągowych, istnieje wielkie zapotrzebowanie na wędkarski sukces. Zauważyliśmy też, że tęczaki wyparły z odkrytych stanowisk nieliczne lipienie, które przeniosły sie na niedostępne dla wędkarzy miejsca. Być może dzięki temu dotrwają do tarła. Jak sie w skrócie przedstawiają wyniki naszego eksperymentu?
Koszt zarybienia na jednego " udziałowca" wyniósł mniej niż koszt jednego dalekiego wędkarskiego wyjazdu. Zyskaliśmy, wprawdzie na krótko, dobre łowisko w pobliżu miasta i wydłużenie sezonu. Eksperyment zakończony, ryb już nie ma. Są jednak wnioski. Pstrąg tęczowy to z pewnością przyszłość wędkarstwa komercyjnego. Wędkarz zapłaci, jeżeli będzie mógł złowić rybę, a nie tylko podziwiać piękne krajobrazy. Tymczasem większość ciągle jeszcze jest przekonana, że ryby - jak grzyby - " same rosną" |